czwartek, 26 czerwca 2014

Kara?! To są tortury!

Dzisiaj byłam z mamą na basenie w ramach kary za "pobicie" Katy... W sumie to tylko wyjście z mamą. Każdy, raz na jakiś czas wychodzi gdzieś z rodzicami. To miało być normalne wyjście - ja i mama, ewentualnie ktoś jeszcze, bo mogłam kogoś zaprosić. Jednak nic nie działo się tak, jak chciałam. 
Przed wejściem na pływalnie poszłam do małego kiosku znajdującego się niedaleko budynku, aby kupić sobie wodę mineralną. Po powrocie nie mogłam uwierzyć w to co widzę. 
- Mamo! Mówiłaś, że idziemy same! - szepnęłam podchodząc do niej. 
- Koteczku, mogłaś wziąć tutaj kogo chcesz, ale tego nie zrobiłaś, więc ja wykorzystałam to i zaprosiłam Amandę, która wzięła Katy razem ze sobą. - powiedziała z uśmiechem. 
- Ale no mamo! To miała być kara. - jęknęłam. 
- Kochanie, to jest kara. - odpowiedziała. 
- Mamo! Chwila, chwila, chwila! Kara?! To są tortury! - podniosłam głos. 
- Miśku, mów ciszej, bo usłyszą. - upomniała mnie.
- No to właśnie dobrze, że usłyszą - mrugnęłam okiem - pójdą sobie, a my popływamy, co ty na to? - uśmiechnęłam się. 
- Jenny! - groźnie na mnie spojżała - Twoje zachowanie jest karygodne! - faktycznie, źle się zachowywałam, ale ja nie dam rady! Nie dość, że muszę patrzeć na nią w szkole to jeszcze spędzam z nią popołudnia... 
- Ok, przepraszam - wtuliłam się w ramię mamy. 
Później poszłyśmy do szatni, gdzie sie przebrałyśmy, a następnie weszłyśmy na salę. Obie matki udały się do jacuzzi pozostawiając mnie i Katy same. Nie odzywając się do zdrajczyni weszłam do dużego basenu, to znaczy chciałam wejść, ale ta woda była strasznie zimna! Usiadłam na brzegu maczając nogi. Spojrzałam w stronę zjeżdżalni, które niegdyś były jedyną atrakcją na basenie. Po chwili usiadła obok mnie Katy i położyła rękę na moim ramienu. 
- Głupio mi z tego powodu... - powiedziała patrząc na małe fale przelewające się na płytki. 
- Mi także. - westchnęłam. Dziewczyna zerknęła na mnie. Miała zdziwioną minę, ale się nie odezwała. - Niemądrze postąpiłam, uświadomiła mnie w tym mama. Strasznie mi przykro... - ciężko mi było to powiedzieć, ale nie mogłam być dla niej aż tak niemiła. 
- Przepraszam. - powiedziałyśmy w tym samym momencie. Przez chwilę patrzyłyśmy się na siebie, a później wpadłyśmy sobie w ramiona. Katy zaczęła płakać, ogromne łzy spływały jej po policzku. 
- No to co, idziemy na zjeżdżalnie? - uśmiechnęła się wycierając łzy. 
- Oszalałaś? - zaśmiałam się. 
- Nie. - mrugnęła okiem - Mówię w stu procentach na poważnie. 
- OK. - odpowiedziałam szybko, a po chwili już biegłyśmy na naszą ulubioną, czerwoną ślizgawkę. 
Wbiegłyśmy po mokrych schodach, usiadłyśmy na samej górze i zjechałyśmy krzycząc ze szczęścia. Następnie wpadłyśmy do lodowatej wody. 
Pływajłyśmy w największym z basenów. Po około godzinie poszłam się osuszyć i ogrzać, ponieważ było mi już zimno. Chwilę mnie nie było, ale wróciłam, usiadłam na plastikowej ławce otulona w ciepły ręcznik. 
- Zdejmuj to i wskakuj do wody! - krzyknęła Katy. 
- Na razie nie, ale jeszcze skorzystam z kąpieli - odrzekłam. 
Siedząc wpatrywałam się w małe dzieci bawiące się w brodziku. Jeszcze parę lat temu też byłam taka malutka... tak, jakby to było wczoraj. Dość długo tak sobie "bujałam w obłokach". W pewnej chwili, gdy już byłam cała sucha poczułam, że ktoś mnie podniósł i ze mną na rękach kieruję się w stronę jednego ze zbiorników. To był Bill. Zaczęłam z nim rozmawiać. 
- O, cześć Bill. - uśmiechnęłam się - Możesz mnie odstawić na podłogę? - spytałam. 
- Hej Jenny, niestety, przykro mi odstawię cię dopiero w wodzie - rzekł robawiony. 
- Co!? - pisnęłam - Nie! Nie! Nie! Błagam, nie! - podniosłam głos, ale to było na nic, ani się spostrzegłam i już znajdowałam się w chłodnej wodzie. Po wynurzeniu słyszałam tylko jego śmiech, a chwilę później zostałam oblana, bo B zachciało się skoczyć to zbiornika. 
- Nie masz wyobraźni. - burknęłam. 
- Oczywiście, że mam. Nwet nie wiesz, jak dobrą. - zażartował. Nie miałam ochoty na żarty. Skierowałam się do drabinki. 
- Zaczekaj. - prosił. 
- Po co? - odwróciłam się. 
- Chcę z tobą porozmawiać. - wyszeptał - W tym stroju wyglądasz genialnie - uniósł prawy kącik ust. 
- Dzięki, czyli to chciałeś mi powiedzieć? Mogę już iść? - podniosłam brew. 
- Nie, to nie to... Chciałem wyznać ci to już na balu, ale jakoś nie było okazji - niepewnie oznajmił.
- Możesz szybciej? - pośpieszyłam go. 
- Tak, tak. Jen... Bardzo... Bardzo mi się podobasz.- wyszeptał zawstydzony. 
Nie mogłam w to uwierzyć! JA PODOBAM SIĘ BILLOWI!?!?!!??? 





Od autorki: 
Cześć!!! <3 Co myślicie o Bill'u? Czy zakochał się na poważnie, czy tylko na chwilę? Czy to wypali? Piszcie! :) Jutro postatam się napisać kolejny rozdział, ale nie obiecuję, bo może pójdę na basen i nie będzie mnie całe popołudnie :P
Pozdrawiam!! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz