- Jenny, ogromnie mi przykro! - rzuciła podbiegając do mnie.
- To chyba dobrze, co? - syknęłam.
- Daj spokój przecież ty go nawet nie kochasz... - odrzekła, a moja cierpliwość się kończyła. Nie miałam zamiaru być już tą miłą Jen.
- Ty daj mi spokój i w ogóle odwal się, bo mnie denerwujesz! - moja odpowiedź miała zabrzmieć groźnie, ale jak zwykle wszystko musiałam popsuć tym jakże pięknym językiem i nerwowym tonem...
- JJ, uspokój się - rzekła próbując się nie śmiać - Za chwilę o tym zapomnimy i wszystko będzie tak, jak kiedyś. - mrugnęła okiem uwierzytalniając swoją wypowiedź, ale ja wiedziałam, że nic już nie będzie takie jak kiedyś. - Poza tym John serio dobrze całuje! - no nie! Co to ma być!? Srio!? Już wcześniej prawie nie wytrzymałam! Teraz przegięła!
Niestety poniosły mnie nerwy... Nie chcąc dalej słuchać jaki to mój były, którego szczerze kochałam jest boski uderzyłam ją w twarz. To było niekontrolowane! Taki odruch... Ale zasłużyła sobie!
Teraz wiem, że nie miałam prawdziwej przyjaciółki poza tą jedyną - Liz. Zawsze przy mnie była, zawsze mnie wspierała. Dobrze, że teraz się pogodziłyśmy.
Poza tym incydendtem nic innego się nie stało. Dzień, jak każdy inny. Po lekcjach Linzy tłumaczyła mi temat z fizyki, bo nic z niego nie rozumiałam. Zawsze dobrze mi szło, ale dziś, chyba przez rozdrażnienie nie mogłam się skupić.
- No to co, rozumiesz już? - zapytała. Nadal nie wiedziałam o co chodzi, ponieważ jej nie słuchałam. Cały czas myślałam o Katy i Johnie...
- Mhm, tak. - odpowiedziałam zamyślona.
- Jen. Wiem, że mnie nie słuchasz. - westchnęła zamykając książkę i uśmiechając się.
- Przepraszam, ale dziś chyba nie dam rady... - nadal myśląc odrzekłam.
- OK. Mów, co się stało? - podniosła brew i oparła brodę na dłoni.
- Nic, nic...- nie chciałam jej mówić, bo od razu pół szkoły by o tym wiedziało.
- A właśnie, że coś. Mów. Ja nikomu nie powiem. - spoważniała, więc chyba jej zależało na tym.
- John i Katy... - i powiedziałam jej całą historię. Nie musiałam, ale jakoś po tym zrobiło mi się lepiej. Ulżyło mi.
Linzy tylko się zaśmiała i powiedziała, że dobrze zrobiłam dając jej w twarz. Później rozmawiałyśmy przez chwilę, a następnie Liz znów zaczęła mi tłumaczyć ten temat z fizyki.
Od autorki:
Kolejny nudny rozdział... Przepraszam, przepraszam, przepraszam!!! Po przeczytaniu tego kolejny raz stwierdzam, że to beznadzieja. No cóż pomylone, ale może ujdzie w tłumie. Z góry przepraszam za błędy (ortograficzne, językowe itd.).
Pozdrawiam :*
.gif)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz