czwartek, 26 czerwca 2014

Przyjaźń? Nigdy więcej!

Dziś w szkole dziwnie się czułam, panowała tam nieswoja atmosfera. Poczułam to już na samym początku, gdy wchodziłam przez główne drzwi do budynku. Jak zawsze skierowałam się w stronę szafek. Wyciągnęłam kluczyk z tylnej kieszeni spodni, włorzyłam go do kłudki i przekręciłam. Wzięłam podręcznik do Matematyki i poszłam pod salę, w której miały zacząć się za chwilę zajęcia. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedna osoba, która popsuła mi humor na resztę tego dobrze zapowiadającego się dnia. Była to Katy, moja BYŁA przyjaciółka. Od wczorajszego dnia już nigdy nie chciałam jej widzieć co było niemożliwe, ponieważ chodziłyśmy do tej samej klasy. Pięć minut do dzwonka podeszła do mnie i chciała rozmawiać. Ciekawa byłam co chce mi powiedzieć. 
- Jenny, ogromnie mi przykro! - rzuciła podbiegając do mnie. 
- To chyba dobrze, co? - syknęłam. 
- Daj spokój przecież ty go nawet nie kochasz... - odrzekła, a moja cierpliwość się kończyła. Nie miałam zamiaru być już tą miłą Jen. 
- Ty daj mi spokój i w ogóle odwal się, bo mnie denerwujesz! - moja odpowiedź miała zabrzmieć groźnie, ale jak zwykle wszystko musiałam popsuć tym jakże pięknym językiem i nerwowym tonem... 
- JJ, uspokój się - rzekła próbując się nie śmiać - Za chwilę o tym zapomnimy i wszystko będzie tak, jak kiedyś. - mrugnęła okiem uwierzytalniając swoją wypowiedź, ale ja wiedziałam, że nic już nie będzie takie jak kiedyś. - Poza tym John serio dobrze całuje! - no nie! Co to ma być!? Srio!? Już wcześniej prawie nie wytrzymałam! Teraz przegięła! 
Niestety poniosły mnie nerwy... Nie chcąc dalej słuchać jaki to mój były, którego szczerze kochałam jest boski uderzyłam ją w twarz. To było niekontrolowane! Taki odruch... Ale zasłużyła sobie!

Teraz wiem, że nie miałam prawdziwej przyjaciółki poza tą jedyną - Liz. Zawsze przy mnie była, zawsze mnie wspierała. Dobrze, że teraz się pogodziłyśmy.

Poza tym incydendtem nic innego się nie stało. Dzień, jak każdy inny. Po lekcjach Linzy tłumaczyła mi temat z fizyki, bo nic z niego nie rozumiałam. Zawsze dobrze mi szło, ale dziś, chyba przez rozdrażnienie nie mogłam się skupić.
- No to co, rozumiesz już? - zapytała. Nadal nie wiedziałam o co chodzi, ponieważ jej nie słuchałam. Cały czas myślałam o Katy i Johnie...
- Mhm, tak. - odpowiedziałam zamyślona.
- Jen. Wiem, że mnie nie słuchasz. - westchnęła zamykając książkę i uśmiechając się.
- Przepraszam, ale dziś chyba nie dam rady... - nadal myśląc odrzekłam.
- OK. Mów, co się stało? - podniosła brew i oparła brodę na dłoni.
- Nic, nic...- nie chciałam jej mówić, bo od razu pół szkoły by o tym wiedziało.
- A właśnie, że coś. Mów. Ja nikomu nie powiem. - spoważniała, więc chyba jej zależało na tym.
- John i Katy... - i powiedziałam jej całą historię. Nie musiałam, ale jakoś po tym zrobiło mi się lepiej. Ulżyło mi.
Linzy tylko się zaśmiała i powiedziała, że dobrze zrobiłam dając jej w twarz. Później rozmawiałyśmy przez chwilę, a następnie Liz znów zaczęła mi tłumaczyć ten temat z fizyki. 




Od autorki:
Kolejny nudny rozdział... Przepraszam, przepraszam, przepraszam!!! Po przeczytaniu tego kolejny raz stwierdzam, że to beznadzieja. No cóż pomylone, ale może ujdzie w tłumie. Z góry przepraszam za błędy (ortograficzne, językowe itd.).
Pozdrawiam :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz