- Bill! - wszystkie osoby okrążające go przestały się śmiać i zwróciły swój wzrok na mnie.
- Jenny - usmiechnął się.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam.
- Nie podoba ci się? To wszystko dla ciebie. - powiedział nadal z uśmiechem na twarzy.
Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Następnie odwróciłam się na pięcie i wróciłam pod klasę. Oddalając sie słyszałam głośne śmiechy. Wtedy Katy do mnie podeszła.
- O matko! Ale on jest słodki! Wiedziałaś o tym? - skakała z radości.
- Słodkie?! Teraz wszyscy się ze mnie śmieją! - odrzekłam zażenowana.
- No i co z tego? On cię kocha! Chciałabym żeby jakiś chłopak zrobił coś takiego dla mnie... - marzyła.
- Ale ty nie roumiesz, że nie mam już życia w tej szkole? - nadal dramatyzowałam.
- Musisz jeszcze do tego dorosnąć... - wywyższyła się.
- Oh Katy... Chyba się zwolnię z algebry. - jęknęłam - Dzwonię po Louis'a albo mamę.
Następnie przyjechała po mnie mama. Wracając do domu zachaczyłyśmy o Milker'a, kupiłam sobie shake bananowy z niewielką ilością mango, a mama truskawkowy z borówką. Pijąc rozpoczęła rozmowę.
- Kochanie, co jest?
- Aj... - wymsknęło mi się - Nic.
- Myszko ja widzę, że coś jest na rzeczy, co się stało? - ponownie spytała.
- Bill... On dziś zrobił straszną aferę na całą szkołę. Teraz musisz mnie przenieść do innej szkoły. - odpowiedziałam.
- Co?! - odrzekła wzburzona- Jak to przenieść?! Słonko, co on zrobił!?
- Krzyczał, że mnie kocha - odparłam cicho, a mama się zaśmiała.
- Ale to słodkie! - wykrzyknęła.
- To nie jest słodkie! Teraz nie będę miała życia w szkole!
- Pączuś, dramatyzujesz i tyle... - zbagatelizowała.
Od autorki:
MASAKRA ;-; Znowu nie wyszło... :D
Buźki :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz