czwartek, 26 czerwca 2014

"KOCHAM JENNY ROSE"

Chyba już nigdy nie będzie normalnie... Dziś wróciłam do szkoły, ponieważ już wyzdrowiałam. Miałam przerwę pomiędzy piątą a szóstą lekcją, gdy wszyscy zaczęli podchodzić do okien oraz wychodzić na zewnątrz. Powodem tego zainteresowania był Bill! Tak, ten sam Bill, który wyznał mi miłość! Zrobił okropne zamieszanie przy wejściu głównym. Pobwieszał ściany budynku kartkami, na których było napisane "KOCHAM JENNY ROSE!" lub "JEN KOCHAM CIĘ!". Nie mogłam uwierzyć! Po paru minutach nawet zaczął krzyczeć te hasła! Czy on jest normalny? Od razu wybiegłam przed szkołę. 
- Bill! - wszystkie osoby okrążające go przestały się śmiać i zwróciły swój wzrok na mnie. 
- Jenny - usmiechnął się. 
- Co ty robisz?! - krzyknęłam. 
- Nie podoba ci się? To wszystko dla ciebie. - powiedział nadal z uśmiechem na twarzy. 
Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Następnie odwróciłam się na pięcie i wróciłam pod klasę. Oddalając sie słyszałam głośne śmiechy. Wtedy Katy do mnie podeszła. 
- O matko! Ale on jest słodki! Wiedziałaś o tym? - skakała z radości. 
- Słodkie?! Teraz wszyscy się ze mnie śmieją! - odrzekłam zażenowana. 
- No i co z tego? On cię kocha! Chciałabym żeby jakiś chłopak zrobił coś takiego dla mnie... - marzyła. 
- Ale ty nie roumiesz, że nie mam już życia w tej szkole? - nadal dramatyzowałam. 
- Musisz jeszcze do tego dorosnąć... - wywyższyła się. 
- Oh Katy... Chyba się zwolnię z algebry. - jęknęłam - Dzwonię po Louis'a albo mamę. 
Następnie przyjechała po mnie mama. Wracając do domu zachaczyłyśmy o Milker'a, kupiłam sobie shake bananowy z niewielką ilością mango, a mama truskawkowy z borówką. Pijąc rozpoczęła rozmowę.
- Kochanie, co jest? 
- Aj... - wymsknęło mi się - Nic. 
- Myszko ja widzę, że coś jest na rzeczy, co się stało? - ponownie spytała. 
- Bill... On dziś zrobił straszną aferę na całą szkołę. Teraz musisz mnie przenieść do innej szkoły. - odpowiedziałam. 
- Co?! - odrzekła wzburzona- Jak to przenieść?! Słonko, co on zrobił!? 
- Krzyczał, że mnie kocha - odparłam cicho, a mama się zaśmiała. 
- Ale to słodkie! - wykrzyknęła. 
- To nie jest słodkie! Teraz nie będę miała życia w szkole! 
- Pączuś, dramatyzujesz i tyle... - zbagatelizowała.





Od autorki:
MASAKRA ;-; Znowu nie wyszło... :D
Buźki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz