czwartek, 26 czerwca 2014

Miłość w chusteczkach

Dziś nie było mnie w szkole. Jestem chora i potwornie zmęczona. Parę dni temu byłam z mamą i Louis'em (jej chłopakiem) na ognisku. Piekliśmy kiełbaski i jedliśmy je później. Niestety, ubrałam się dość skąpo, ponieważ myślałam, że będzie ciepło, ale zawsze jest inaczej. Było ogromnie zimno! Przeziębiłam się, boli mnie głowa, tak samo, jak gardło; mam także ogropny katar... Co chwilę chodzę wyrzucać śmieci, bo kosz w chwili napełnia się moimi chusteczkami.


Myślałam, że po zajęciach w szkole przyjdzie do mnie Linzy albo Katy, ale nikogo nie było. 
Przygotowywałam sobie kolejną porcję leków w kuchni, gdy usłyszałam dzwięk dzwonka u drzwi. To był Bill. Przyszedł, bo chciał zobaczyć co u mnie. Owinięta w szary koc w różowe kropki i ubrana w piżamę, stukając kapciami w kotki podeszłam do wejścia. 
- Cześć Jenny. - ujrzałam uśmiechniętego chłopaka. 
- Hej Bill. - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech. 
- Wszystko OK? Nie było cię dziś w szkole... - zaczął mówić. 
- Tak, tak. Wszystko dobrze. - przerwałam mu. - Tylko się przeziębiłam. 
- Aha. - odrzekł cicho. - Mogę wejść, czy raczej nie? 
- Mhm. - potaknęłam. - Chodź. 
Po chwili znaleźliśmy się w salonie. B usiadł na białej kanapie i oparł się na czarnej poduszce. 
- Chcesz się czegoś napić? - zapytałam - Sok pomarańczowy lub mleko truskawkowe. 
- Nie dzięki. 
- Ok, ale jak byś chciał się napić to mów - mrugnęłam okiem. 
- Wiesz, przyszedłem także po to - mówił - żeby zapytać się, czy mam u ciebie jakieś szanse? 
- C-Co? - zaksztusiłam się napojem. 
- Rozumiesz, bo ja... Trudno mi się o tym mówi, ale... Tak jak już wspominałem jesteś dla mnie ważna i w ogóle kocham cię i... No i chciałem wiedzieć, czy mam u ciebie jakiekolwiek szanse... - nadal kaszląc mrugnęłam oczami. 
- No wiesz, zawsze są jakieś szanse, ale nie rozumiem, jak to kochasz?! - nie dowierzając - KOCHASZ? Jak to możliwe? Od kiedy? Co? 
- Nie pamiętasz balu? 
I wtedy do mnie dotarło, wszystkie sytuacje związane z Bill'em, wszystko co dla mnie miłego zrobił, jak mnie denerwował, a później przepraszał, wszystko to było spowodowane TYM uczuciem, którym mnie darzył. Nie miałam o tym pojęcia. Nie mogąc nic powiedzieć tylko westchnęłam. Wpatrzona w niego, jak w obrazek. Siedziałam w fotelu i patrzyłam. 
- Jen? 
- Tak, tak. - "ocknęłam" się. 
- Więc... ? - dopytywał. 
- Ale co? - zachowywałam się tak, jakby ktoś mnie dopiero obudził, kompletnie nieprzytomna. 
- Mam szanse, czy nie? - zaczął się niecierpliwić. 
- Ah... - westchnęłam i chwilę myślałam - Oczywiście, że masz. 
Dotarło do mnie, że Bill jest naprawdę ważną dla mnie osobą. Był taki ucieszony! Od razu wstał, podszedł do mnie i mnie przytulił. Wstałam i odwzajemniłam uścisk. To jakieś takie dziwne uczucie. Uśmiechnęłam się tylko. 
- Cześć miśki. - usłyszałam głęboki głos Louis'a. 
- Louis?! Co ty tu robisz? - prawie wykrzyknęłam. Była godzina 15:00, a on przychodzi najwcześniej o 19:00! 
- Spoko misiek, chwila, robię frytki i znikam w pokoju. 
No i z czułości byłoby na tyle. B chwilę później poszedł do domu pozostawiając mi zeszyty, które dała mu Liz, a ja rozkoszowałam się wspomnieniami i sokiem. 



Od autorki:
Hej :) Wiem, że ten rozdział jest taki... NUDNY. Niestety, nie miałam pomysłu na sytuację, która połączy Bill'a oraz Jenny.
Buźki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz